OUR GAMESROOM

" />Zajmuje ona drugiej miejsce pod względem wielkości w całych Tatrach Polskich. Wielokrotnie była określana mianem najpiękniejszej. Odwiedzana jest przez ogromną ilość turystów i to od ponad stu pięćdziesięciu lat. Nazwa doliny najprawdopodobniej pochodzi od kościółka, który jako jedyny w okolicy stał w Starych Kościeliskach. Niektórzy próbują wywodzić nazwę doliny od kości Tatarów, którzy zostali tutaj rozgromieni w trzynastym wieku. Okazuje się, że dolina ta kryje wiele mrocznych wydarzeń, choć o wielu jeszcze zapewne nie wiemy.

Spodnia część doliny została wyrzeźbiona przez potok Kościeliski. Górną część stanowią skały krystaliczne. Powstały przez to liczne doliny i przewężenia, zwane bramami. Jednocześnie pojawiły się ciekawe formy o charakterystycznych kształtach oraz intrygujących, nie raz strasznym, dwuznacznym nazwach, jak na przykład Zbójnicki Stół, Zbójnickie Okna, Zbójnickie Turnie.

Dolina Kościeliska posiada wiele bocznych dolin, jak Miętusia, Tomanowa, Pyszniańska, Smytnia czy też wąwóz Kraków. Występują też liczne jaskinie. Część z nich jest dostępna dla zwiedzających.

W tym właśnie miejscu znajdują się liczne trasy turystyczne, jak chociażby szlak dnem Doliny Kościeliskiej (za Jarcową Skałą, za Bramą Kantaka, za potokiem Kościeliskim, za bramą Kraszewskiego, Polana Pisana, Dolina Smytnia).

Okolicy Doliny Kościeliskiej stanowią między innymi dwa szlaki: Stoły (1429 metrów) oraz Ornak (1867 metrów). Ponadto znajduje się tam Dolina Pyszniańska, której główna część - Hala Pyszna - jest symbolem dla pokolenia z przełomu wieków, którego narciarskie przygody zostały utrwalone w książce S. Zielińskiego pt. "W stronę Pysznej". Występują tam urwiska, które zamykają Tatrzański Park Narodowy od północy. Na uwagę zasługuje również Smreczyński Staw. Bardzo wyraźnie odznacza się także Dolina Tamanowa ze swoim szlakiem na Ciemniach oraz wąwóz Kraków, który jest jednym z najbardziej osobliwych miejsc w Tatrach. W pobliżu znajduje się Smocza Jama, do której należy się wspinać po drabince. Znajdują się tam również liczne jaskinie, jak na przykład Mroźna, Mylna, Raptawicka czy Obłamkowa.

Prawa autorskie: wZakopane.pl
Załącznik:PA240135.JPG

" style="display: none;">Załącznik:PA240134.JPG
Załącznik:PA240116.JPG
Załącznik:PA240115.JPG
Załącznik:PA240114.JPG
Załącznik:PA240094.JPG
Załącznik:PA240093.JPG
Załącznik:PA240092.JPG
Załącznik:PA240091.JPG
Załącznik:PA240090.JPG
Załącznik:PA240083.JPG
Załącznik:PA240082.JPG
Załącznik:PA240045.JPG
Załącznik:PA240035.JPG
Załącznik:PA240032.JPG

To co Bóg by chciał nam przekazać, a to co przekazują księża to zapewne dwie różne sprawy. Gdyby nie komercjalizacja religii, to i przeciwników krzyża było by mniej. Dziwne, że umartwiają się tylko Ci maluczcy, a co wyżsi dostojnicy w sukienkach mieszkają w olbrzymich posiadłościach i jeżdżą nowymi samochodami. Ale nie wnikam, zaraz się pewnie dowiem, że ksiądz musi, bo reprezentuje siły wyższe i musi dobrze wyglądać...

Do rzeczy;

Abp Sławoj Leszek Głódź wzywa do przeproszenia L. Kaczyńskiego, a na posiedzeniu radnych stolicy ktoś wykrzykuje pod adresem jednego z nich, który omawia problem krzyża, że 'pierdoli głupoty'. To tak się zachowują ludzie, którzy chcą uczcić pamięć o kimś? Z małego, wrednego, zakompleksionego człowieczka robią bohatera narodowego, godnego co najmniej pięciotomowej epopei narodowej. W katastrofie zginęło 96 osób, których śmierć cały czas sprowadza się do jednej.
Tu już nie chodzi o pamięć o zmarłych, o nich i tak każdy będzie pamiętać, z krzyżem/pomnikiem czy bez. To podpięcie zmarłego prezydenta pod krzyż to swoisty przekaz podprogowy. Ma się kojarzyć z kimś wielkim, ma być obiektem kultu, ma mówić - Tu ludzie dali się ogłupić i omamić. No już nawet nie mówić, bo już teraz krzyczy sobie całkiem głośno na pół świata jakich to oddanych sprawie wyborców mamy w państwie.
Ten krzyż to taki symbol frustracji biednych ludzi, którzy dali sobie nakłaść do głowy głupot opakowanych pięknym pudełkiem ładnych i wyniosłych prawideł. I Ci biedni ludzie gubią się w tym co mówią, w tym z czym i o co walczą i to zaczyna wypływać już powoli teraz, a z czasem będzie coraz wyraźniej widoczne. Sami się kontrargumentują mówiąc, że krzyż ma upamiętniać poległych w katastrofie, zaraz potem mówią, że ma oddawać cześć zmarłemu prezydentowi, później że jego likwidacja to walka z symbolem religii i tylko o to im chodzi, aby nie walczyć z krzyżem jako takim jak za poprzedniego ustroju. I powiedzcie mi kto walczył z krzyżem? Byli przeciwnicy pochówku na Wawelu? Byli, i mieli nawet całkiem rozsądne argumenty. Byli przeciwnicy pomników, parków, nazw ulic? Byli i też mieli nawet rozsądne argumenty. Są przeciwnicy krzyża? Są. I przeciw czemu protestują? Krzyżowi jako symbolowi religii, czy jako wyświechtanemu do granic możliwości, ubabranemu polityką kawałkowi drewna oplutemu przez swoich i tych 'z drugiej strony', tak tych od ZOMO mam na myśli? Dziwne jest upamiętnianie symbolem ponoć nowego życia, miłosierdzia i miłości kogoś, kto sam takich cech nie wykazywał. I ośmielę się zauważyć, że cała sytuacja jest jak najbardziej na rękę drugiemu z bliźniaków, który gdyby chciał mógłby przecież przemówić do 'swoich', że krzyż można i wypadałoby przenieść, ale przecież można największemu przeciwnikowi politycznemu narobić jeszcze trochę problemów. Można pozwolić, żeby ludzie skakali sobie do gardeł z błahego powodu, bo po co nam spokój i zgoda? Przecież Polska jest najważniejsza.
I mówcie sobie co chcecie, że TVN pierze głowy, że Gazeta Wyborcza wbija do głów wybiórcze argumenty, że TVP jest pro PiS, że Polsat pro dzieci z chorobami - nic tak nie pierze mózgu jak kościelna ambona...

" />Pisałem trochę o koncepcji rezerwatu w innym temacie, ale przekopiowuję tutaj, bo napisałem tam o wielu szczegółach:

viewtopic.php?f=76&t=1487&start=15

">Ja mam jeszcze jedno marzenie: żeby powstało w Polsce takie miejsce, w którym by wszystko, o czym można przeczytać w książkach Szklarskich, Maya, Sat-Okha, Wernica i Curwooda, działo się naprawdę. Gdzie odbywałyby się walki plemienne i wojny z białymi, polowania na grubą zwierzynę i łowienie ryb w stawach i górskich potokach.

(...) Ja jednak w swoich marzeniach nie ograniczam się tylko do jednej doliny. Przyszły indiański rezerwat historyczno-turystyczny widzę na całym południowo-wschodnim brzegu średniego biegu Górnego Sanu, między brzegiem rzeki a Bieszczadzkim Parkiem Narodowym, naprzeciw Otrytu, gdzie znajdują się dawne wsie Obłazy, Tworylczyk, Tworylne, Krywe, Hulskie, Ruskie, Chmielińczyk - mniej więcej 4 x 15 km górskiego terenu. Jedyną prawdziwą wsią na tym terenie jest Zatwarnica, i w moim marzeniu jest ona pewnego rodzaju enklawą. Takie miejsce wybrałem w swoim marzeniu na indiańskie tereny łowieckie, bo trudno mi jest sobie wyobrazić odpowiedniejsze miejsce w Polsce.

Marzę o tym, żeby na tych terenach powstało kilka wiosek indiańskich, a na łąkach-preriach pasły się stada "mustangów",
Marzę o tym, żeby na terenie tego rezerwatu gospodarka leśna stawiała sobie inne cele, a masowe pozyskanie drewna nie było celem najważniejszym, podobnie, jak jest w parkach narodowych,
Marzę o tym, żeby powstało koło łowieckie, któremu wolno byłoby polować na obszarze rezerwatu tradycyjnymi indiańskimi metodami - oczywiście, tymi mniej marnotrawnymi, a bardziej humanitarnymi. Marzę o tym, żeby to koło gospodarowało zwierzyną w taki sposób, że w lasach roiłoby się aż od pięknych jej okazów,
Marzę o tym, żeby niedźwiedzie i żubry były tak liczne w Polsce, że z czasem można by polować i na nie,
Marzę o tym, żeby według podobnych zasad zorganizowane było na tym obszarze rybołówstwo,
Marzę o tym, żeby ten rezerwat posłużył jako wzór dla innych, podobnych rezerwatów, a "indiańskie" koło łowieckie i "indiańskie" rybołówstwo stanowiły wzór dla całej Polski i przyczyniły się do odnowienia polskiego łowiectwa (w którym za dużo jest komunistycznych pryków i nowobogackich, a za mało - prawdziwych myśliwych), a także stanowiło wzór dla kół wędkarskich.

To są bardzo dalekosiężne marzenia, i w obecnej rzeczywistości nie do zrealizowania. Ale cóż, pozostaje marzyć, że kiedyś nastanie inna Polska, w której będą panowały inne priorytety.


A jeśli chodzi o Zatwarnicę, to myślę, że z czasem stałaby się miejscowością zupełnie "indiańską"; zamieszkałoby w niej na stałe wielu indianistów, a miejscowa ludność uległaby indianizacji . Tym samym Zatwarnica przestałaby być enklawą zwykłego życia w rezerwacie indiańskim - stałaby się stolicą tegoż rezerwatu. Byłyby tam siedziby władz rezerwatowych (w tym także siedziba władz łowieckich, rybackich i administracji leśnej), mieszkaliby tam strażnicy leśni, łowieccy i rybaccy oraz ludzie opiekujący się końmi, a także mieściłyby się placówki naukowe.

W roli mustangów proponuję nasze hucuły, wypasane w stanie półdzikim. Jest to metoda znana z Huculszczyzny: wypuszcza się konie na połoniny, gdzie sobie żyją, a gdy są do czegoś potrzebne, łowi się je i używa.

U wjazdu do Zatwarnicy, nad samym Sanem, proponuję budowę fortu-faktorii z targowiskiem . Fort nie byłby jednak, jak w dawnej Ameryce, placówką wrogiej Indianom władzy i miejscem rozpijania wojowników, lecz placówką graniczną, symbolem, że wjeżdża się do innego świata. Służyłby, oczywiście, jako skład towarów (nie wiem, czy jest sens robić tam miejsce sprzedaży, jak bywało w prawdziwych fortach) - tyle, że byłyby to towary indiańskie, sprzedawane ludziom z zewnątrz. W Zatwarnicy jest właściwie chyba miejsce targowisko po północnej stronie rzeki. To punkt bardzo dobry, bo kupujący nie robiliby tłumu w samym rezerwacie, ani w Zatwarnicy. Fort, symbolizujący granicę, znajdowałby się już po południowej stronie rzeki.

Sztuka zamieszka przy placu Kobro - Będzie nowa Łódź

90 hektarów w centrum Łodzi w ciągu sześciu lat zmieni się nie do poznania. Radni łódzkiego samorządu jednogłośnie przyjęli do realizacji program Nowe Centrum Łodzi, którego kształt przestrzenny opracowuje Rob Krier.

Kiedy David Lynch, słynny amerykański reżyser, przyjechał w 2000 r. po raz pierwszy do Łodzi, zachwycił się architekturą starych fabryk. A zwłaszcza najstarszą łódzką elektrociepłownią EC-1 położoną tuż obok dworca Łódź Fabryczna. Budynek EC-1 z charakterystycznym wysokim kominem Lynch nazwał "chimney place" (ang. chimney - komin). Od tego czasu w Łodzi zaczęto myśleć, jak entuzjazm reżysera wykorzystać dla promocji miasta.

W styczniu ubiegłego roku powstała Fundacja Sztuk Świata. Założyli ją z Lynchem Andrzej Walczak, architekt, współwłaściciel Grupy Atlas (największy w Polsce producent chemii budowlanej), i Marek Żydowicz, dyrektor międzynarodowego festiwalu filmowego Camerimage. Fundatorzy chcieli zrewitalizować dawną maszynownię oraz dwie kotłownie EC-1, by otworzyć tam centrum sztuki. Do pomysłu udało się przekonać władze miasta. Samorządowcy poczuli, że to pomysł na ściągnięcie turystów, których w Łodzi jest mało, oraz unijnych i prywatnych pieniędzy. W efekcie budynek nieczynnej elektrociepłowni ma trafić - w myśl umowy przedwstępnej - do fundacji za symboliczne pieniądze.

Miastu i fundacji zamarzyło się zrewitalizowanie nie tylko EC-1. Planami objęto aż 90 ha centrum. O pomoc poproszono luksemburskiego urbanistę i architekta Roba Kriera, który ma biuro projektowe w Berlinie. Krier jest klasykiem architektury postmodernistycznej, jednym z jej najważniejszych teoretyków. Był odpowiedzialny za duże projekty w krajach Beneluksu i w Niemczech. W głośnej książce "Stadtraum" ("Przestrzeń miejska") na przykładzie Stuttgartu pokazał, w jaki sposób można "leczyć rany" w tkance miejskiej.

W opozycji do futurystycznych wizji takich gwiazd architektury, jak Frank Gehry, Zaha Hadid czy Daniel Libeskind, Krier tworzy w nurcie tzw. nowego tradycjonalizmu. Chętnie powtarza, że "drzwi są drzwiami, okno jest oknem". Jego architektura ma być ramą, która zapewnia mieszkańcom dobre samopoczucie i poczucie wspólnoty. Te założenia zrealizował,. projektując m.in parterowe, łatwo dostępne i kolorowe domy mieszkalne dla osób starszych i niepełnosprawnych w Muelheim (zagłębie Ruhry) i rozmieszczając wydziały sądu w Luksemburgu w niewielkich, przyjaznych budynkach.

- Organizm miejski jak ciało człowieka musi oddychać, myśleć i odpoczywać. Trzeba przywrócić centrum Łodzi te wszystkie aktywności. Istniejącym obiektom nadamy funkcje kulturalne, uzupełnimy je nowymi budynkami. Powstanie rozwiązanie wpisujące się w łódzką tradycję, unikalne w skali światowej. Ważna będzie wspólna przestrzeń, czyli rynek. A dworzec kolejowy umożliwi szybkie połączenie z Warszawą - powiedział "Gazecie" Krier.

Krier zaprojektował nowy układ urbanistyczny na terenach okołodworcowych. Projekty konkretnych budynków wykonają inni architekci, na poszczególne obiekty zostały lub zostaną ogłoszone konkursy.

W centrum Łodzi istnieje unikalny w skali światowej teren, który bez wyburzeń nadaje się do tego, by stworzyć na nim nowe centrum miasta - to punkt wyjścia programu zaakceptowanego w zeszłym tygodniu przez łódzką radę miejską. Po pierwsze - powstanie rynek, którego Łódź dotąd nie miała. Nazywany jest roboczo rynkiem Kobro. To symbol, bo Katarzyna Kobro była nie tylko genialną rzeźbiarką do dzisiaj inspirującą artystów na całym świecie, ale razem z mężem, malarzem Władysławem Strzemińskim, stworzyli jedyną w Polsce kolekcję międzynarodowej awangardy i przyczynili się do postrzegania Łodzi jako miasta sztuki.

Rynek Kobro ma być "nowoczesną agorą", służyć zarówno jako miejsce codziennych spotkań, jak i dużych imprez plenerowych: koncertów, pokazów i happeningów. Nieopodal zostaną wybudowane ulice: Żydowska, Niemiecka, Rosyjska i Polska. Chodzi o to, aby uczcić pamięć o kulturach dawnej Łodzi, tworząc nie pomniki, ale miejsca, w których tętni życie. Pomysłodawcy odwołują się do idei pawilonów narodowych na Biennale Weneckim. Kraje - nie tylko te reprezentujące nacje dawnej Łodzi - będą reprezentować artyści, instytuty kulturalne, być może także prywatne firmy i fundacje.

Wokół rynku znajdzie się miejsce dla nowych budynków, m.in. hali festiwalowo-kongresowej na cztery tysiące osób, która ma służyć łódzkim festiwalom, zwłaszcza Camerimage i Festiwalowi Dialogu Czterech Kultur. Będzie ono sąsiadować z istniejącym EC-1. To unikalny przykład secesji przemysłowej z zachowaną kutą balustradą i kafelkami we wnętrzu maszynowni. Galeria Fundacji Sztuk Świata prezentować tu będzie sztukę nowoczesną (podobnie jak w Tate Modern, dawnej londyńskiej elektrowni), znajdzie się miejsce dla Teatru Dźwięku i filmowych warsztatów firmowanych przez Lyncha, który chce zresztą w EC-1 zamieszkać.

Kolejny projekt to biblioteka - szczególny rodzaj galerii o ścianach zbudowanych z przezroczystych pudełek pełniących funkcję cegieł. Każdy boks będzie zawierać pięć książek podarowanych przez osobowości z różnych dziedzin. W jednym z budynków kompleksu EC-1 ma powstać Muzeum Techniki poświęcone tematowi energii. Elewację budynku ma stworzyć system cegieł, który dzięki specjalnemu oprogramowaniu pozwoli na jej plastyczne kształtowanie.

Miesiąc temu władze miejskie podpisały umowę z koleją o schowaniu dworca wraz z peronami pod ziemię. Projekt ma być gotowy do czerwca 2008 r. Co stanie się z dziś istniejącym budynkiem dworca - co do którego, czy jest zabytkiem, czy nie, zdania są podzielone (nie jest wpisany do rejestru) - zależy od opinii konserwatora. - Może uda się nam zaprosić Christo, żeby opakował dworzec? - zdradza Andrzej Walczak.

Christo, amerykański artysta bułgarskiego pochodzenia, słynie z monumentalnych "opakowań" miejsc i budynków na całym świecie, m.in. Central Parku w Nowym Jorku, paryskiego Pont Neuf czy berlińskiego Reichstagu.

Pieniądze na przebudowę mają pochodzić z unijnych dotacji, ale nie tylko. Miasto chce pozyskać inwestora strategicznego, aby wspólnie z Fundacją Sztuk Świata utworzyć spółkę celową dla realizacji projektu. Kto będzie tym inwestorem? O tym zdecyduje międzynarodowy konkurs. A cały projekt ma być zrealizowany do 2013 roku.

Źródło: Gazeta Wyborcza