OUR GAMESROOM

Nad Biebrzą bataliony i kaczeńce

Stada batalionów pojawiły się na rozlewiskach Biebrzy w Biebrzańskim Parku Narodowym. Znacznie wcześniej niż zwykle zakwitły też kaczeńce. Woda na rozlewiskach zaczęła opadać.

Bataliony są symbolem Biebrzańskiego parku Narodowego (fot. arch.)

Nad Biebrzą rozlewiska są coraz płytsze, na bagna z zimowych leśnych ostoi wyszły właśnie łosie. – Apogeum kwitnienia kaczeńców powinno w tym roku wypaść na połowę kwietnia – informuje w „Aktualnościach znad Biebrzy” Katarzyna Ramotowska.

Od kilku dni nad Biebrzą widać duże stada batalionów. Ten ptak jest symbolem Biebrzańskiego Parku Narodowego. Za kilka tygodni zaczną się widowiskowe gody tych ptaków. Bataliony w trakcie godów stroszą swoje pióra, które w okolicach głowy tworzą specyficzny kołnierz.

Gody zaczęły też żaby moczarowe. Wydawane przez nie odgłosy przypominają bulgot i dają wrażenie jakby bagna się „gotowały” – wyjaśnia Ramotowska.

Znad Biebrzy odleciała już natomiast większość gęsi, które od kilku tygodni zatrzymywały się tu masowo na odpoczynek na przelotach.

Biebrzański Park Narodowy chroni największe obszary bagienne w Europie.
(PAP)
msies

ze str. http://ww6.tvp.pl/1875,20070330479321.strona

Królestwo ptaków nad Biebrzą

Łany kwitnących kaczeńców na podmokłych łąkach, przeprawy przez bagno po kolana w wodzie, a także podglądanie różnych ptaków w Biebrzańskim Parku Narodowym (podlaskie) przyciągają w maju na największe w Europie tereny bagienne tysiące turystów. Wiosną rozlewiska Biebrzy są najpiękniejsze. To dobry czas np. na podglądanie tokujących batalionów.
Ten prawdziwy ptasi spektakl trwa zaledwie 2 tygodnie. Gody batalionów są bardzo widowiskowe. Samce stroszą pióra, które na szyi tworzą swego rodzaju kołnierz. Batalion jest symbolem Biebrzańskiego Parku Narodowego.W nadbiebrzańskich kwaterach trudno o wolne miejsca. "Turystów jest nawet trzy razy więcej niż przed rokiem o tej porze" - informuje jedna z organizatorek turystyki nad Biebrzą Katarzyna Ramotowska.

"Ludzie przyjeżdżają do nas, żeby wyprawić się na podpatrywanie ptaków, podglądać łosie, brodzić w bagnie, popływać kajakiem" - dodaje Ramotowska.

Gratką może być podpatrzenie wodniczki. Te małe, podobne do wróbla ptaszki, są największą atrakcją dla miłośników ptaków i Biebrzy. Na początku maja wodniczki wracają nad Biebrzę z zimowisk.

_____________________
Autor: Izabela Próchnicka
Źródło: Nauka w Polsce

Formy ochrony przyrody w Polsce.
1. Parki Narodowe, 2. Parki Krajobrazowe, 3. Rezerwaty przyrody, 4. Pomniki przyrody, 5. Ochrona gatunkowa roślin i zwierząt, 6. Obszary chronionego krajobrazu, 7. Użytki ekologiczne - fragmenty ekosystemów, 8. Zespoły przyrodniczo-krajobrazowe, 9. Stanowiska dokumentacyjne

Czerwona Księga to :
Rejestr zagrożonego życia. Zawiera listę ginących gatunków zwierząt i rośliń wraz z ich dokładnych opisem i mapami, rozmieszczenia. Okleśla stopień zagrożenia poszczególnych gatunków, rzadkośc ich występowania orzaz stosowane i proponowane sposoby ochrony.

Najmniejszym Parkiem Narodowym jest : Ojcowski PN
Najwiekszym PN jest; Biebrzański PN
Najmlodszym PN jest ,, Ujście Warty"
Najstarszym PN jest : Białowieski PN

Kozica symbol Tatrzańskiego PN
Bóbr symbol Wigierskiego PN
Łoś symbol Kampinowskiego PN
Ryś Bieszczadzkiego PN
Salamandra plamista - Gorczańskiego PN


Rok 2008 został ogłoszony „Rokiem motyli” w Biebrzańskim Parku Narodowym. Pracownicy parku chcą w ten sposób pokazać, że nie tylko tradycyjnie kojarzone z Biebrzą ptaki czy łosie, mogą być jej symbolem.

W związku z obchodami „roku motyli” tym owadom poświęcona będzie konferencja popularno-naukowa, konkurs plastyczny dla młodzieży ze szkół gmin biebrzańskich, wystawa fotograficzna i ekspozycja muzealna; w połowie roku zostanie też wydany przewodnik „Motyle Biebrzańskiego Parku Narodowego”.

Teren Biebrzańskiego Parku Narodowego jest unikatowy pod względem występowania motyli. Zagęszczenie osobników należących do bardziej popularnych gatunków jest tu często większe niż w innych rejonach kraju, a pojedyncze gatunki mają w okolicach rzeki Biebrzy jedyne siedlisko w Polsce – podkreślił entomolog z parku dr Krzysztof Frąckiel.
W ciągu 10 lat prowadzenia badań na chronionym obszarze Biebrzy naukowcom udało się oznaczyć 99 spośród 159 gatunków motyli dziennych występujących w Polsce.

Jednym z nich jest motyl nocny – wstęgówka bagienna (Catocala pacta) objęty w Polsce ochroną gatunkową. Motyl ten, zdaniem Frąckiela, od 50 lat nie został znaleziony na innym obszarze Polski i chroniony teren Biebrzy jest jedynym miejscem jego występowania w naszym kraju. Jest to motyl typowo bagienny, bytujący na wierzbie, o szarych przednich skrzydłach, którymi w dzień zakrywa tylne, jaskrawoczerwone skrzydła.

Pod względem badania motyli tereny Biebrzy długo były „białą plamą”. Po II wojnie światowej entomolodzy prowadzili badania głównie na południu i zachodzie kraju. Na wschodzie zajmowali się głównie Puszczą Białowieską, która już wtedy była znanym obszarem przyrodniczym i pod względem występowania motyli jest najlepiej przebadanym terenem na wschodzie kraju. (PAP)

Źródło

Batalion, jego ubarwienie jest jak linie papilarne, niepowtarzalne. Jest symbolem Biebrzańskiego parku narodowego

Wracaj tu, turze

Najpóźniej za 50 lat tur powinien wrócić do życia. W projekt, który do niedawna był wyśmiewany, angażują się dziś poważni naukowcy z wielu krajów

Jeszcze dziesięć lat temu śmiałbym się z tego pomysłu - mówi nam David MacHugh, irlandzki uczony, który ustalił ze współpracownikami pełną sekwencję DNA z turzego mitochondrium (drobna struktura w komórkach zajmująca się oddychaniem, która ma nieliczne geny).

DNA wydobyli z kości pochodzącej sprzed blisko 6,7 tys. lat. Ostatni dziki tur zginął niecałe 400 lat temu - w 1627 r. w Puszczy Jaktorowskiej rozciągającej się na zachód od Warszawy. MacHugh pracuje już nad rekonstrukcją wszystkich genów tura: - Mam nadzieję, że zrobimy to w ciągu kilku miesięcy.

Dziedzictwo olbrzyma jest obok nas

Być może dzięki temu wreszcie dowiemy się czegoś więcej o największym zwierzęciu, jakie w czasach historycznych zamieszkiwało Europę.

Tur mierzył od głowy do zadu ponad 3 m, w kłębie miał prawie 2 m wysokości. Nasi praprzodkowie wielokrotnie utrwalili jego postać na malowidłach naskalnych. Dwukrotnie go też udomawiali. W Indiach tak wyhodowano garbate bydło zebu, na Bliskim Wschodzie - bezgarbne bydło domowe. Miliony krów, które dziś dają nam mleko i mięso, wciąż nosi w sobie liczne geny tura.

- Nasza wiedza o nim jest jednak dość uboga - przekonuje dr Rafał Kowalczyk z Zakładu Badania Ssaków PAN w Białowieży. - Wbrew temu, że opisywano go jako zwierzę puszcz, jego naturalnym środowiskiem były zapewne tereny otwarte, nisko położone, równinne, żyzne i podmokłe, przypuszczalnie doliny rzek.

Takie tereny najbardziej nadawały się pod uprawę, więc 10-8 tys. lat temu, kiedy Europejczycy przestawiali się z gospodarki zbieracko-łowieckiej na rolną, zaczęli je zaorywać. Tur uciekł do lasów, ale prawdopodobnie nigdy nie udało mu się w pełni przystosować do nowego środowiska.

W dodatku puszcze też się kurczyły. Poszczególne populacje tura traciły kontakt ze sobą, nie mogły się krzyżować i wymieniać się genami. - A należał on do gatunków, które potrzebują dużej liczby osobników i dużej puli genów, żeby przetrwać - twierdzi prof. Ryszard Słomski, genetyk z Uniwersytetu Przyrodniczego w Poznaniu. -Skłaniam się ku hipotezie, że to właśnie z tego powodu tury wyginęły.

Ale to niejedyna hipoteza. Dr Kowalczyk: - Mówi się o zarazie, która dopadła tury. Prof. Słomski: - Być może była to epidemia choroby prionowej, podobnej do BSE. Zaraza mogła przeskoczyć na tury z bydła domowego.

Zmienić krowę w dzikie bydło

Zarówno tę zagadkę, jak i kilka innych tajemnic wyjaśnić może analiza DNA, którą zamierza opublikować zespół Davida MacHugha. Podobne prace prowadzi w Polsce grupa naukowców skupionych wokół założonej w 2006 roku Polskiej Fundacji Odtworzenia Tura.

Jak sama nazwa wskazuje, ma ona bardzo ambitny cel. - Nie jestem szaleńcem - mówi prof. Słomski, który prowadzi w ramach fundacji badania genetyczne. - Wiem, że w tej chwili nie da się jeszcze odtworzyć tura. Ale biotechnologia idzie naprzód. Przecież jeszcze kilka lat temu śmiano się z możliwości klonowania ssaków, a dziś to już niemal rutynowy zabieg. Nasze propozycje też początkowo były odrzucane, wręcz wyśmiewane. Teraz zaczyna się o nich mówić poważnie.

Niewątpliwie sprzyjają im sukcesy tych naukowców, którzy badają pradawne DNA. Opisali już większą część materiału genetycznego mamuta i neandertalczyka. Geny wymarłego wilka tasmańskiego wstawiono nawet do komórek myszy, gdzie zaczęły poprawnie funkcjonować. - Nam udało się wkleić DNA tura do bakterii. Teraz zamierzamy przenieść jego DNA do genomu myszy lub królika i sprawdzić, czy będzie funkcjonować - opowiada prof. Słomski.

Gdyby udało się poznać całe DNA tura, to kto wie, czy nie powiodłoby się ułożenie go w chromosomy. A stąd to już niedaleko do przyjścia na świat żywego, małego tura. - Nikt jeszcze tego nie potrafi. Ale kiedyś i to nadejdzie, są już przecież doniesienia o sztucznych chromosomach bakterii - twierdzi genetyk.

David MacHugh jest ostrożny: - Wciąż uważam, że niemożliwe jest zrekonstruowanie lub sklonowanie tura na bazie malutkich fragmentów DNA znajdowanych w pradawnych kościach, we włosach czy w zębach. Tak jak to przedstawiono w filmie "Jurassic Park". Ale wraz z postępem w sekwencjonowaniu DNA można będzie pokusić się o taką manipulację genomem krowy, żeby zaczął przypominać turzy. Mogę sobie wyobrazić, że w ciągu 50 lat powstanie park Plejstoceński, w którym będą żyły zmodyfikowane genetycznie krowy i słonie do złudzenia przypominające tury i mamuty.

Tura zapraszamy nad Biebrzę

Niecierpliwi naukowcy nie chcą aż tak długo czekać. Zespół włoskich badaczy kierowany przez Donato Matassino już teraz krzyżuje duże, prymitywne rasy bydła, by otrzymać zwierzę podobne do wymarłego gatunku. Niektórych ta metoda irytuje, gdyż przypomina działania nazistowskich Niemiec.

Zoolodzy III Rzeszy próbowali zrekonstruować tura jako symbol rasowej wyższości i siły. Tak powstało bydło Hecka, z wyglądu rzeczywiście nieco podobne do wymarłego ssaka, ale genetycznie dość odległe. Hermann GĂśring zamierzał zasiedlić tym bydłem obszary Europy Wschodniej, gdzie miały powstać rozległe rezerwaty łowieckie. Na szczęście nigdy to się nie udało.

Metoda włoskich naukowców opiera się na bardziej naukowych podstawach. Donato Matassino twierdzi, że przeprowadził analizę DNA z kości tura, co pozwoliło mu na ogólną rekonstrukcję mapy jego genomu. Dzięki temu może tak planować krzyżówki bydła, by zrekonstruowane zwierzę przypominało swój wymarły pierwowzór nie tylko wyglądem, ale też genami.

Niezależnie, jaką drogą i w jakim stopniu uda się odtworzyć tura, chodzi o to, by przywrócić go do życia w dzikiej przyrodzie. Ale czy to będzie możliwe dzisiaj, skoro już 500 lat temu zabrakło dla tego zwierzęcia miejsca w Europie?

- Przestrzeń dla dużych roślinożerców mocno się skurczyła - przyznaje dr Rafał Kowalczyk. - Tym bardziej, że są to gatunki dość kłopotliwe dla człowieka, mogą niszczyć uprawy leśne, pola rzepaku czy oziminy. Ale skoro znalazło się miejsce dla żubra, to znajdzie się także dla tura.

Tym bardziej że nadrzeczne równiny, które niegdyś tak lubił tur, dziś potrzebują łakomego roślinożercy. Zaprzestano wykaszania na nich traw oraz hodowli krów, przez co szybko zarastają krzewami i drzewami. Ekolodzy rozmaitymi metodami próbują zapobiec ich degradacji. W Biebrzańskim Parku Narodowym nadrzeczne łąki kosi się maszynowo. Wypuszcza się na nie koniki polskie, bydło czerwone polskie, szkockie czy Hecka. - Tur też sobie z pewnością tam poradzi - mówi dr Kowalczyk. - Nie widzę przeszkód.

Wojciech Mikołuszko - www.wyborcza.pl